czwartek, 23 sierpnia 2007

Białystok-Supraśl-Kruszyniany

Czas zrobić wypad do rodziny w Białymstoku, który ciągle odkładałam.TKL za 3 pln miejscówka i 2.50 godziny podróży i już jestem w Białymstoku.Rodzinka czeka niezawodnie na dworcu i po rodzinnej pogawędce proponuja małą przejażdżkę po okolicy.

Pałac Branickich - Louwr Północy, jeszcze jest w remoncie , ale juz widać jego całą krasę.









Jeepem wybieramy sie na bezdroża koło Wasilkowa aby zobaczyć jak się buduje obwodnica Białegostoku.Maciek prowadzi tu nadzór budowy więc pokazuje swoje królestwo.
Potem krótki wypad do Supraśla , gdzie pięknie wygladała cerkiew oświetlona przez zachodzące słońce.









Po powrocie Dorotka pokazuje uroczy dom, pełen pamiatek (zdjęć) rodzinnych.Ma też małą galerię ręcznie robionych lalek , ale nie wpadłam na pomysł ,żeby je sfotografować:(









Następnego dnia wyruszamy aż na samą granicę , gdzie czeka długa kolejka TIR-ów do przejścia w Bobrownikach, amy skręcamy w boczną drogę ( jeep daje taką szansę ) i jedziemy do wioski tatarskiej Kruszyniany.
Stąd pochodzą korzenie Maćka i nawet jest chata rodzinna, ale zamknięta więc siadamy z Dorotką do fotografii na ganku .
Ciekawostką jest tutaj tatarski drewniany meczet, który na bosaka zwiedzamy.Stąd ruszamy prosto do Angeli Bohdanowicz na tatarskie jedzenie.Urocze młode Tatarki obsługują , próbujemy nowej potrawy- w misce z ciasta zapiekane warzywa z baraniną - niestety nazwy nie zapamietałam.
Obok karczmy stoi jurta tatarska do której nie omieszkałam wejść ,żeby zobaczyć jak Tatarzy mieszkają na stepach.



W drodze powrotnej przez Krynki odwiedzamy jeszcze miejsce modlitw ekumenicznych gdzie stoi krzyż chrześcijański, prawosławny a na kamieniu wykuty jest półsiężyc z gwiazdą. Ołtarzem jest wypolerowany głaz kamienny. Przejażdżamy przez Supraśl , gdzie wpadam po karatcze ( ziemniaczane pyzy faszerowane mięsem ) i kiszkę ziemniaczną aby te smakołyki zabrać do Warszawy.Jeszcze ciepłe dowiozłam do domu a jakie samczne , palce lizać.

Brak komentarzy: