poniedziałek, 26 listopada 2007

Jesienny Poznań

Kolejny wypad był już dawno zaplanowany do Poznania na Świętego Marcina.Jak świętować to tylko w Poznaniu, ale zakaz handlu 11 listopada odwiódł mnie od tego zamiaru , bo chciałam odwiedzić również Stary Browar.Poznańska rodzina Agata i Wojtek nie chcieli abym odkładała przyjazd aż do wiosny , więc tydzień po Św. Marcinie bladym świtem wyruszam do Poznania.
Za okanmi pociągu na równinach Wielkopolski bajeczny mglisty krajobraz,przecinany rozwichrzonymi miedzami,laskami z gołymi drzewami i gdzie niegdzie majaczącymi rudymi modrzewiami.Miejscami całe połacie siwej kapusty we mgle.
A w Poznaniu witają mnie Agatka i Wojtek i porywaja mnie do przeuroczego mieszkanka, pełnego czaru i artystycznego klimatu.





Tu nie przeszkadza ,że peruka różowa notabene, leży koło niebieskiego ptaszka i srebrnych balerinek.




Na szafie siedzi biały ludek i patrzy z góry na nas.Koń na biegunach zatrzymał się w czasie i jest przeszkadza, chociaż mała Magda już jest duża.A pod ścianą na białej podłodze siedzi sobie brązowy renifer.To klimat tego domu zatrzymujący czas przeszły ale również tu się tworzy cały czas nowe rzeczy z tych zapomnianych.







Wojtek w kuchni przyrządza pyszną kawę. A potem lecimy do Browaru ogladnąć House -prezentację video fińskiej artystki Athili.









Sam Stary Browar to cegła, metal i przepiękna konstrukcja łącząca stare z nowym.



































Ale również cudowne miejsce nie tylko na zakupy , gdzie iskrzące się światła pozwalają zapomnieć o ponurej jesieni ale również miejsce spotkań i wydarzeń artystycznych.
Pokazanie projekcji Athili to tak jak by się wyrwać do zupełnie innego świata- zadumy i magii .












Część stara Browaru jest zachowana i wspaniale łączy się nowoczesnym dachem.























Na pamiątkę pobytu zrobiłam sobie zdjęcie pod rzeźbą na Dziedzińcu Sztuki.

























czwartek, 11 października 2007

Pożegnanie lata

Kolejny weekend zamiast gdzieś wyjechać spędziłam w Warszawie na Nowym Świecie.Miałam odwiedzić stoisko promujące wystawę 70 lat Rajdu Tarzańskiego a okazało się ,że ta wystawa odbywa się w ramach zamknięcia sezonu motocyklowego. Takiej ilości motorów jeszcze nie widziałm w Warszawie.Wszystkie wyczyszczone, błyszcące a kierowcy w odświętnie ubrani i do tego każdy w swoim stylu do posiadanego motoru.
Ciekawostką stoiska Automobilisty była rzeźba rajdowego motocyklisty wykonana przez mojego brata Piotra z części motocyklowych. Chyba najczęściej fotografowany obiekt na tym zlocie. Piotr przywiózł kilka starych motorów na wystawę , między innymi WSK,Bultaco,Hondę , hiszpańską Ossę ż wystawiona rajdowy skuter - polska Osa, której konstruktorem był między innymi Zbigniew Kulczyński a startował na niej również Ferdynand Kupski.Impreza była 2 dniowa a w niedzielę o 12.30 ruszył objazd wszytskich motorów po ulicach Warszawy.
Na zlocie była też grupa ociemniałych chłopców , którzy zapoznawali się z konstrukcją skuteru Osa.Było to dla mnie wzruszające doświadczenie.
Po południu pojechałam z Piotrem do Mistrza Rajdu Tatrzańskiego z lat 50-tych , gdzie ogladaliśmy stare fotografie i słuchaliśmy opowieści z tamtych lat.Najciekasze było zaobaczeć przepięknie odrestaurowane stare motory przez p.Ferdynanda , Sokoła, Victorię i przeuroczą Osę.

piątek, 14 września 2007

Pluski-Mazury wrzesień 2007

Odwołałam niedzielny obiad i jadę na Mazury. W tym roku jeszcze mnie tu nie było.Pogoda ma być kiepska ale mam nadzieje , że synoptycy się mylą.A może będą grzyby. Zbieranie grzybów jesienią to jest moje ulubione zajęcie.W ubiegły weekend byłam w Krakowie i po całym tygodniu ulewy w sobotę była piękna pogoda, więc może tym razem też nie będzie źle.







I nie było !!! Po drodze dwa razy spotkał nas przelotny deszczyk tak,że paszteciki w Olsztynku jedliśmy pod zadaszeniem.Sama działka położona jest nad jeziorem Pluszne , pomiędzy Olsztykiem a Olsztynem. Działka Mirki to duża plana na zboczu a domek ma 2 duże pokoje z kominkami i olbrzymi taras z równie olbrzymim stołem.To co sie mi wydawało , że jest u mnie na działce duże to w porównaniu z ta działką jakby zmalało.
Już po przekroczeniu bramy obie z Anią rzuciłysmy się na zbieranie maślaków.U Ani widać radość z pierwszych zbiorów.Mirka została z Jackiem na działce
a ja z Ania ochoczo wyruszyłyśmy na grzyby z wielkim koszykiem.Nie byłyśmy pewne czy nam będzie taki duży kosz potrzebny ale wyglądałyśmy jak profesjonalne grzbiary.
Ania szukała grzybów zapamiętale pod każdym krzaczkiem.

ale największa radość była jak znalazła prwadziwki tuż przy drodze .Po powrocie z grzybów juz paliło się ognisko i mozna sie było ogrzać, a do tego grill.Wieczorem wybralismy się do wsi Pluski . Droga biegła wzdłuż jeziora i dało mi się jeszcze zrobic parę zdjęć mazurskiego krajobrazu. Na herbatkę wpadliśmy do knajpki o ciekawym wystroju co mnie mile zaskoczyło , nie przypuszczałam ,że zastanę tu takie miejsce.Do domu wróciliśmy jak juz było całkiem ciemno ale ogień buchał w kominku i resztę wieczoru spędziliśmy przy dobrym winku.I u mnie na działce przydał by się kominek ale chyba domek by trzeba było przebudować.

Następnego dnia z samego rana wymarsz do kościoła , przy którym stała stara szkoła z przed II wojny.Przy drodze napotkaliśmy uroczą krzywą kapliczkę .

W drodze powrotnej jeszcze raz spojrzenie na jezioro, pomimo ponurej pogody wodniacy szykowali sprzęt aby popływać po jeziorze a ja tylko znalazłam przycumowaną łódkę.

Nie wracają na działkę z Ania poszłysmy na maślaki i każda z nas miała takie zbiory.Później miałyśmy tylko dużo pracy aby oczyścić maślaki ale na szczęście pare było robaczywych i do domu przywiozłysmy juz gotowe do gotowania grzyby.

niedziela, 26 sierpnia 2007

Gdańsk-Sopot

Po ciężkim tygodniu pracy w planie wypad do Sopotu.Pobudka o 4.40 aby przed 11-tą być już nad morzem.Po małej drzemce w pociągu , za oknem rozciągają się przepiękne widoki, to jezioro z wiatrakami na wgórzu, to malowniczy zamek w Malborku, to stawy poprzedzielane groblami , to misterny most na Wiśle przy wjeździe do Tczewa.


Im bardziej się zbliżam do Gdańska to mnie korci aby zrobić sobie wypad na Starówkę, bo z Sopotu , już nie będzie czasu tu przyjechać.A ponieważ byłam umówiona w Sopocie z Maną, która jechała z Kołobrzegu na 13, więc jest trochę czasu na kawę w Gdańsku. Wybrałam Cafe Ferber na Długiej z wygodnymi fotelami i piękną czerwoną toaletą :)






Długi Targ tak zatłoczony głównie niemieckimi wycieczkami ,że się przejść nie dało.

Ale odrestaurowane kamieniczki rekompensują ten tłok i jest czym oko nacieszyć . Dwór Artusa z Neptunem na pierwszym tle to symbol Gdańska i jedno z najczęściej fotografowanych miejsc i ja się tej pokusie nie oparłam.






Obok równie malowniczy Ratusz.








































Nie byłabym sobą gdybym nie doszła do Starej Mottawy aby uwiecznić słynny Żuraw Gdański

oraz potężną Zieloną Bramę kończącą drogę Królewską.













W drodze powrotnej skręciłam trochę w boczne uliczki a tam cisza i spokój jak bym się nagle znalazła w innym mieście a zabytki równie piękne jak na przykład Katedra NMP.










Największym zaskoczeniem było dla mnie gdy zobaczyłam w zabytku klasy "0"sklep Biedbonka.Wielka Zbrojownia na Targu Węglowym właśnie mieści w swoim wnętrzu po prostu sklep. Sam bydynek jest tak ślicznie odnowiony , że trudno uwierzyć , że ktoś mógł wpaść na tak szaleńczy pomysł.





















Wracając na dworzec spotykam jeszcze Sobieskiego na koniu i w oddali widzę żurawie portowe


Do Sopotu przyjeżdżam godzine przed Maną i bulwarem nadmorskim udaję się do Gdańska Jelitkowa jak się później okazało bo tam mamy metę. Droga okazała się nad wyraz długa , co wynikało z mojego zmęczenia ale w końcu dobrnęłam do celu. Po paru minutach dojechała Mana i po krótkim odpoczynku wybrałyśmy się nad morze. A widoki były cudne, to żaglówki, to serfujący , to mewy .




Spacer wzdłuż morza na bosaka to jest wspaniałe uczucie , szczególnie jak ostatnio nad polskim morzem było się przed 15-tu laty.



































Droga na Molo zajęła nam godzinę ale dodatkowo zatrzymałysmy się na ryby w barze Przystań , a było w czym wybierać i zamówiłyśmy furę jedzenia , tak dostałyśmy nasze porcję to miny miałysmy nie tęgie.Ale powoli uporałysmy się z naszym obiadem , przyrzekając ,że na następny raz weźmiemy znacznie mniej.


Celem spaceru było oczywiście dojście do mola , gdzie się sfotografowałyśmy.




























Na końcu mola jest kawiarnia , gdzie wpadłyśmy się trochę rozgrzać herbatką i schować się przed czarną chmurą.


Wybór był trudny , w końcu wybrałyśmy herbatę z 3 rodzajami cynamonu i cytrusów oraz z porzeczką i czymś tam ale już nie pamietam , pamietam natomiast cenę, 12 zl za jeden dzbanuszek herbaty !















W drodze powrotnej widziałyśmy łodzie wyciągnięte na piasek, które dodawały uroku pustoszejącej plaży. I tak dobiegł końca pierwszy dzień pobytu nad morzem.

Ledwo położyłam się do łóżka to od razu zasnęłam, nawet nie zdążyłyśmy z Maną porozmawiać , kilometry spaceru po plaży , powietrze pełne jodu i moc wrażeń zrobiły swoje.





Następny dzień Mana zaczęła również od spaceru nad morzem , ja nie mogłam wstać , zbyt forsowny był ten pierwszy dzień. myślę ,że następny raz żegnamy nasze mieszkanie i przewozimy rzeczy na dworzec a potem pędzimy na gofry i dobrą kawę.






















Potem idziemy podziwiać chińską armię terakotową czyli VIII cud świata. Do tej pory nic o tym odkryciu nie wiedziałam, sama wystawa była w Warszawie ale jakoś nie wzbudziła mojego zainteresowania, czasami na wyjeździe gdy się ma więcej czasu zaglądamy do takich miejsc jak to. Ten mały wycinek wielkiego odkrycia i tak robi niesamowite wrażenie, bo z 6-ciu tysięcy figur terakotowych armii cesarskiej tu było ich zaledwie kilkanaście ale świetnie zrekonstruowane i wystawione pobudzają wyobraźnię, że chciało by się to odkrycie zobaczyć na miejscu w Chinach :). Oczywiście kupon konkursowy został złożony i gdy wygramy wycieczkę do Chin to i blog będzie o tym !

Ciekawostką tego odkrycia jest ,że z 6- cio tysięcznej armii nie powtarzają się rysy twarzy wojowników , tak jak by było to odwzorowanie rzeczywistego wojska.Znaleziono również




















W drodze powrotnej taki zobaczyłam krajobraz.