niedziela, 26 sierpnia 2007

Gdańsk-Sopot

Po ciężkim tygodniu pracy w planie wypad do Sopotu.Pobudka o 4.40 aby przed 11-tą być już nad morzem.Po małej drzemce w pociągu , za oknem rozciągają się przepiękne widoki, to jezioro z wiatrakami na wgórzu, to malowniczy zamek w Malborku, to stawy poprzedzielane groblami , to misterny most na Wiśle przy wjeździe do Tczewa.


Im bardziej się zbliżam do Gdańska to mnie korci aby zrobić sobie wypad na Starówkę, bo z Sopotu , już nie będzie czasu tu przyjechać.A ponieważ byłam umówiona w Sopocie z Maną, która jechała z Kołobrzegu na 13, więc jest trochę czasu na kawę w Gdańsku. Wybrałam Cafe Ferber na Długiej z wygodnymi fotelami i piękną czerwoną toaletą :)






Długi Targ tak zatłoczony głównie niemieckimi wycieczkami ,że się przejść nie dało.

Ale odrestaurowane kamieniczki rekompensują ten tłok i jest czym oko nacieszyć . Dwór Artusa z Neptunem na pierwszym tle to symbol Gdańska i jedno z najczęściej fotografowanych miejsc i ja się tej pokusie nie oparłam.






Obok równie malowniczy Ratusz.








































Nie byłabym sobą gdybym nie doszła do Starej Mottawy aby uwiecznić słynny Żuraw Gdański

oraz potężną Zieloną Bramę kończącą drogę Królewską.













W drodze powrotnej skręciłam trochę w boczne uliczki a tam cisza i spokój jak bym się nagle znalazła w innym mieście a zabytki równie piękne jak na przykład Katedra NMP.










Największym zaskoczeniem było dla mnie gdy zobaczyłam w zabytku klasy "0"sklep Biedbonka.Wielka Zbrojownia na Targu Węglowym właśnie mieści w swoim wnętrzu po prostu sklep. Sam bydynek jest tak ślicznie odnowiony , że trudno uwierzyć , że ktoś mógł wpaść na tak szaleńczy pomysł.





















Wracając na dworzec spotykam jeszcze Sobieskiego na koniu i w oddali widzę żurawie portowe


Do Sopotu przyjeżdżam godzine przed Maną i bulwarem nadmorskim udaję się do Gdańska Jelitkowa jak się później okazało bo tam mamy metę. Droga okazała się nad wyraz długa , co wynikało z mojego zmęczenia ale w końcu dobrnęłam do celu. Po paru minutach dojechała Mana i po krótkim odpoczynku wybrałyśmy się nad morze. A widoki były cudne, to żaglówki, to serfujący , to mewy .




Spacer wzdłuż morza na bosaka to jest wspaniałe uczucie , szczególnie jak ostatnio nad polskim morzem było się przed 15-tu laty.



































Droga na Molo zajęła nam godzinę ale dodatkowo zatrzymałysmy się na ryby w barze Przystań , a było w czym wybierać i zamówiłyśmy furę jedzenia , tak dostałyśmy nasze porcję to miny miałysmy nie tęgie.Ale powoli uporałysmy się z naszym obiadem , przyrzekając ,że na następny raz weźmiemy znacznie mniej.


Celem spaceru było oczywiście dojście do mola , gdzie się sfotografowałyśmy.




























Na końcu mola jest kawiarnia , gdzie wpadłyśmy się trochę rozgrzać herbatką i schować się przed czarną chmurą.


Wybór był trudny , w końcu wybrałyśmy herbatę z 3 rodzajami cynamonu i cytrusów oraz z porzeczką i czymś tam ale już nie pamietam , pamietam natomiast cenę, 12 zl za jeden dzbanuszek herbaty !















W drodze powrotnej widziałyśmy łodzie wyciągnięte na piasek, które dodawały uroku pustoszejącej plaży. I tak dobiegł końca pierwszy dzień pobytu nad morzem.

Ledwo położyłam się do łóżka to od razu zasnęłam, nawet nie zdążyłyśmy z Maną porozmawiać , kilometry spaceru po plaży , powietrze pełne jodu i moc wrażeń zrobiły swoje.





Następny dzień Mana zaczęła również od spaceru nad morzem , ja nie mogłam wstać , zbyt forsowny był ten pierwszy dzień. myślę ,że następny raz żegnamy nasze mieszkanie i przewozimy rzeczy na dworzec a potem pędzimy na gofry i dobrą kawę.






















Potem idziemy podziwiać chińską armię terakotową czyli VIII cud świata. Do tej pory nic o tym odkryciu nie wiedziałam, sama wystawa była w Warszawie ale jakoś nie wzbudziła mojego zainteresowania, czasami na wyjeździe gdy się ma więcej czasu zaglądamy do takich miejsc jak to. Ten mały wycinek wielkiego odkrycia i tak robi niesamowite wrażenie, bo z 6-ciu tysięcy figur terakotowych armii cesarskiej tu było ich zaledwie kilkanaście ale świetnie zrekonstruowane i wystawione pobudzają wyobraźnię, że chciało by się to odkrycie zobaczyć na miejscu w Chinach :). Oczywiście kupon konkursowy został złożony i gdy wygramy wycieczkę do Chin to i blog będzie o tym !

Ciekawostką tego odkrycia jest ,że z 6- cio tysięcznej armii nie powtarzają się rysy twarzy wojowników , tak jak by było to odwzorowanie rzeczywistego wojska.Znaleziono również




















W drodze powrotnej taki zobaczyłam krajobraz.






















































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































































czwartek, 23 sierpnia 2007

Białystok-Supraśl-Kruszyniany

Czas zrobić wypad do rodziny w Białymstoku, który ciągle odkładałam.TKL za 3 pln miejscówka i 2.50 godziny podróży i już jestem w Białymstoku.Rodzinka czeka niezawodnie na dworcu i po rodzinnej pogawędce proponuja małą przejażdżkę po okolicy.

Pałac Branickich - Louwr Północy, jeszcze jest w remoncie , ale juz widać jego całą krasę.









Jeepem wybieramy sie na bezdroża koło Wasilkowa aby zobaczyć jak się buduje obwodnica Białegostoku.Maciek prowadzi tu nadzór budowy więc pokazuje swoje królestwo.
Potem krótki wypad do Supraśla , gdzie pięknie wygladała cerkiew oświetlona przez zachodzące słońce.









Po powrocie Dorotka pokazuje uroczy dom, pełen pamiatek (zdjęć) rodzinnych.Ma też małą galerię ręcznie robionych lalek , ale nie wpadłam na pomysł ,żeby je sfotografować:(









Następnego dnia wyruszamy aż na samą granicę , gdzie czeka długa kolejka TIR-ów do przejścia w Bobrownikach, amy skręcamy w boczną drogę ( jeep daje taką szansę ) i jedziemy do wioski tatarskiej Kruszyniany.
Stąd pochodzą korzenie Maćka i nawet jest chata rodzinna, ale zamknięta więc siadamy z Dorotką do fotografii na ganku .
Ciekawostką jest tutaj tatarski drewniany meczet, który na bosaka zwiedzamy.Stąd ruszamy prosto do Angeli Bohdanowicz na tatarskie jedzenie.Urocze młode Tatarki obsługują , próbujemy nowej potrawy- w misce z ciasta zapiekane warzywa z baraniną - niestety nazwy nie zapamietałam.
Obok karczmy stoi jurta tatarska do której nie omieszkałam wejść ,żeby zobaczyć jak Tatarzy mieszkają na stepach.



W drodze powrotnej przez Krynki odwiedzamy jeszcze miejsce modlitw ekumenicznych gdzie stoi krzyż chrześcijański, prawosławny a na kamieniu wykuty jest półsiężyc z gwiazdą. Ołtarzem jest wypolerowany głaz kamienny. Przejażdżamy przez Supraśl , gdzie wpadam po karatcze ( ziemniaczane pyzy faszerowane mięsem ) i kiszkę ziemniaczną aby te smakołyki zabrać do Warszawy.Jeszcze ciepłe dowiozłam do domu a jakie samczne , palce lizać.

poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Wióry-Ćmielów-Kałków/Godów-Ujazd

Ten wyjazd był zupełnie nie zaplanowany, Celinka dała hasło , jestem na wakacjach -przyjeżdżaj. I co robi Danusia ? oczywiście jedzie :) Na Ziemii Kieleckiej dawno mnie nie było.
Chociaż deszcz padał wybrałam się w nieznane.Wióry to nawet nie wioska tylko zbiornik wodny na Pokrzywiance ( nigdy o takiej rzece nie słyszałam ) koło Ostrowca Świętokrzyskiego.











Samo mieszkanko zupełne cacko, Celinka wie gdzie mnie zapraszać:)
a jaki widok na zbiornik wodny











Zaraz zmieniamy samochód i Celinka zabiera mnie na wycieczke do Ćmielowa aby zwiedzić Muzeum Porcelany.Nie wiedziałam, że zakłady porcelany w Ćmielowie zostały podzielone i część z produkcją głównie figurek przeszła w ręce prywatne ( Adam Spała jest właścicielem i nas oprowadzał po Muzeum).











Ładnie zaaranżowana sala wystawowa ze skatalogowanymi wzorami do kupienia( każda figurka ma swój certyfikat , które zostaje wydany przy zakupie ).











Samo Muzeum jest nieduże ale nazwane jako żywe bo można za opłatą 300 PLN samemu uczstniczyć w produkcji figurki!! Aż tak nie poszalałyśmy , natomiast po zakończeniu wybrałam sobie do kupienia śliczną sikoreczkę ,projekt autorstwa M.Naruszewicza z 1960 roku.











Z Ćmielowa jedziemy prosto do Krzemionek Opatowskich , gdzie można zwiedzać kopalnię krzemienia pasiatego, oj te wisiorki to są są dopiero piękne ale wcale nie jest łatwo wybrać najładnieszy bo ich jest dużo a każdy inny i piękny.
W kopanii zdjęć nie robiłam , bo tam są trudne warunki oświetleniowe a i też trzeba zapłacić za robienie zdjęć ( chytrość mnie zgubiła i tylko mam szybu zdjęcie )
Świętą niedzielę rozpoczynamy od mszy w Sanktuarium Maryjnym w miejscowości Godów -Kałków.
Do tego miejsca pielgrzymują osoby głucho-nieme a msza święta jest tłumaczona na język migowy co było dla mnie miłą niespodzianką.
Potem krętemi pustymi drogami dojechałyśmy do miejscowości Ujazd, gdzie na wzgórzu królował zamek Krzyżtopór.Budowla olbrzymia, malowniczo położona i całkiem nieźle zachowana ( prace zabezpieczajace w toku) . Budowla oparta na rzucie pięciokata z dwoma dziedzińcami oraz z 4 wieżami jak liczba pór roku, 12 salami balowymi jak liczba miesięcy, z 52 pomieszczeniami gościnno-gospodarczymi jak liczba tygodni oraz z 365 oknami jaki liczba dni w roku. W roku przestępnym odsłaniano dodatkowe okno.
Chodzenie po korytarzach , salach i krużgankach zajęło nam sporo czasu ale warto było ,żeby mieć parę ładnych zdjęć.
Zajechałyśmy jeszcze do Opatowa, gdzie zwiedziłyśmy Koliegiatę św. Marcina i chciałyśmy potem coś zjeść ale po szleństwie ślubów w sobotę 07-07-2007 , restauracje nie były w stanie nas obsłużyć , więc coś po drodze przekąsiłyśmy nie zwiedzając wszystkiego i pora była juz wracać do Warszawy.

wtorek, 14 sierpnia 2007

Kamieńczyk-Drohiczyn-Ostrożany

Samochód pełen zakupów i czekam na pociąg z Krakowa aby z serdeczną przyjaciółką z Krakowa wypaść na parę dni na działkę do Chętnikowa a właściwie do Kamieńczyka. Mamy tylko parę dni na ten wypad a Mana jeszcze nie była na działce, a teraz już jest na środku działki pod modrzewiem choć jeszcze nie do końca wierzy ,że jednak dotarła w te nadburzańskie lasy.


Zanim dotrzemy nad Bug napierw zwiedzamy okolice Liwca , gdzie nawet można było spotkać jeźdźców na koniach jadących po mazowieckich łąkach.


W niedzielę odwiedzamy Kamieńczyk , a tam niespodzianka - Odpust i kolorowe stragany















pierścionkami, koralami i balonami.
Potem spacer po lesie dla zdrowia i nawet 2 grzyby udało się znaleźć. A w poniedziałek wyruszamy na upragnioną wyprawę do Drohiczyna. Coż za spokój nas tam zastał.













Miasteczko jak ze snu.Ludzie jakby się gdzieś pochowali i tylko paru turystów , którzy popłynęli po Bugu stateczkiem. A widok z niego wprost niebotyczny od zarośnietych brzegów odbijających się w tafli wody do zespołu katedralnego na wzgórzu.































Po przejażdżce , wizyta w muzem diecezjalnym a tam piękne zbiory i perełka , rzeżba Maryji Bolesnej o wyglądzie polskiej chłopki, cudo...





















Już tak uduchowione po uczcie dla ciała w pensjonacie Irena wyruszamy na kolejne podboje duchowe tym razem do Sanktuarium Maryjnego w Ostrożanach. Wita nas piękny kościólek drewniany i na szczęście jedne drzwi są otwarte i udaje się nam wejść do środka, chociaż cudowny obraz Maryji nie jest umieszczony w ołtarzu głównym to i tak uznajemy to za wielki sukces, że kościół odwiedziłyśmy. Przyrzekamy sobie jeszcze raz tu przyjechać aby zobaczyć wnętrze w całej krasie.














W drodze powrotnej pola po żniwach przypominaja krajobraz Toskanii



























a w Starej Wsi spotykamy zespół pałacowy.









Na pożegnanie jeszcze jedna wyprawa do lasu i tam hartowanie stóp na mokrych od rosy dywanach z mchu i obietnica ,że jeszcze tu razem przyjedziemy aby podziwiać urocze krajobrazy , miasteczka, kościoły.